[sekundę...] 
feed
Darmowe liczniki












wiara


od początku po kres
oczekując
dobrobytu
duszy



















nadzieja


może mógłbyś
chcę byś mógł
może mógłbyś móc


















miłość

walka na serca
purpury krew na udach
uczuć szyfr w hercach
dążeń wspólnych ułuda

(po)ranny

[12.03.09/09:00]

organizm dochodzi do siebie. mój organizm. schowały się dylematy. wolę twierdzić, że się schowały a nie zniknęły, żeby mnie nie zaskoczyły któregoś dnia.
wczoraj na babskim spotkaniu przyznałam się do podjętej decyzji o rozwodzie, o tym, że była już pierwsza rozprawa. o tym, że były dni z pigułkami na nocnym stoliku, i o tym, że nie chcę opowiadać o tym wszystkim, tylko informuję, bo uważam, że tak powinnam. oczywiście otrzymałam zapewnienia, że gdybym kiedykolwiek - KIEDYKOLWIEK - chciała pogadać, to mam koniecznie zadzwonić.
ale to nie leży w mojej naturze. dlaczego? 
po pierwsze: 
czemu mam komuś zawracać głowę swoimi problemami. przecież każdy ma jakiś swoje sprawy i zmartwienia. i ktoś tam zwykle dzwoni i żali się, że u kogoś tam też coś nie tak. i jeszcze do tego ja na dokładkę mam opisywać zmagania z sobą samą? to takie przygniatanie znajomych, rodziny, przyjaciół swoimi problemami. a nie o to przecież chodzi, aby się wyżalać! 
po drugie: 
mogę wpasować się w zły moment! może akurat adresat moich zwierzeń, którego sobie wybiorę, otrzymał przed chwilą jaką rewelacyjną nowinę? a ja mu wtedy w słuchawce będę szlochać. a może właśnie jest na spotkaniu w miłym gronie, gdzie wszyscy radośnie opowiadają o realizacji swoich marzeń? a może mój telefon zadzwoni chwilę tuż po romantycznej kolacji przy świecach? 
po trzecie:
co mi to da? wygadanie się. czy to coś zmieni? tylko to, że się wygadam. czy to wpłynie na poprawę mojego samopoczucia? no właśnie u mnie nie. rozmyślania, że wstrzeliłam się w nieodpowiedniej chwili przeważają nad przełamaniem się i wybraniem numeru do przyjaciela.

ale było tak raz, że zanosząc się od płaczu, miotałam się po pokoju zdając sobie sprawę: do nikogo nie mogę zadzwonić, bo nikomu nie mówiłam o swoich problemach! 
i wtedy zadzwonił telefon.
 

 

dodaj komentarz

Komentarze


martolina [13.03.09/14:54]

tak, wygadanie sie zmienia. Moze ci ulzyc, moze pomoc spojrzec na problem z innej

strony, moze umniejszyc problem, jak go wyciagniesz na swiatlo dzienne. A przyjaciele, czesto tez znajomi, sa przeciez miedzy innymi od tego, aby sluchac.
Ate [12.03.09/12:01]

tak sie tylko wydaje..

wygadanie jest potrzebne - nie narzekanie non stop, nie zatruwanie komuś życia ale właśnie zwyczajne wygadanie.
Też byłam twarda..ale do czasu.
Wygadanie jest potrzebne i to wcale nie oznacza słabości :)
Trzymam za Ciebie kciuka :*
Matylda [12.03.09/09:26]

Moim zdaniem

powinnaś z kimś porozmawiać...
Rozwód to trudna sprawa i rozmowa jest Ci teraz potrzebna. Nie wystarczy tylko pisać by wylać z siebie emocje, nie w tym przypadku.
Nie chodzi tu o zawracanie komuś głowy swoimi problemami i nie komuś tylko osobie, której się ufa.
A przede wszystkim rozmowa jest dobra na wszystko, będzie Ci na pewno lepiej i łatwiej jeśli ktoś chwyci Cię za rękę i powie "nie martw się, wszystko będzie dobrze, jestem z Tobą".
Ale wszystko zależy od Ciebie, sama musisz zdecydować....
Ja dalej trzymam za Ciebie kciuki :)