wiara
od początku po kres
oczekując
dobrobytu
duszy
nadzieja
może mógłbyś
chcę byś mógł
może mógłbyś móc
miłość
walka na serca
purpury krew na udach
uczuć szyfr w hercach
dążeń wspólnych ułuda
skrzydła
[14.07.09/13:53]
zajrzałam do mojego ostatniego wpisu i okazało się, że nie było mnie... ho, ho, ho.... a może i dłużej!
ileż to rzeczy się wydarzyło po drodze? no niestety, niewiele.
przed chwilą byłam na blogu AX i czytałam o chęci do niezmienności. zgadzam się: mamy taką potrzebę ale chyba w chwili naszej szczęśliwości.
osobiscie chciałabym aby w moim życiu zmieniało się, i zmieniało.
i można mi przypomnieć, że przecież niedawno miałam swoje pięć minut i rewolucję życiową ale... po niej nastąpiła cisza. zwykle cisza zapowiada burzę. i pewnie ktoś pokusi się o komentarz z stylu: to właśnie ta cisza zapowiada burzę, ale ja się nie zgadzam.
poza chorobami wszystko inne projektujemy sami. i to od nas zależy ta zmienność! a ja bym chciała, żeby ta coś do mnie przyszło, wywróciło obecny prowizoryczny spokój, zatrzęsło, zabrało trochę tlenu!!!
***
i co? i nic.
powiecie: spróbuj!
odpowiem: spróbowałam!
zapytacie: co z tego wyszło?
odkrzyknę: nic!!! podcięto mi skrzydła zanim poderwałam się do lotu!!!
współczujecie mi.
nie chcę współczucia! chcę dostać drugą szansę!
ileż to rzeczy się wydarzyło po drodze? no niestety, niewiele.
przed chwilą byłam na blogu AX i czytałam o chęci do niezmienności. zgadzam się: mamy taką potrzebę ale chyba w chwili naszej szczęśliwości.
osobiscie chciałabym aby w moim życiu zmieniało się, i zmieniało.
i można mi przypomnieć, że przecież niedawno miałam swoje pięć minut i rewolucję życiową ale... po niej nastąpiła cisza. zwykle cisza zapowiada burzę. i pewnie ktoś pokusi się o komentarz z stylu: to właśnie ta cisza zapowiada burzę, ale ja się nie zgadzam.
poza chorobami wszystko inne projektujemy sami. i to od nas zależy ta zmienność! a ja bym chciała, żeby ta coś do mnie przyszło, wywróciło obecny prowizoryczny spokój, zatrzęsło, zabrało trochę tlenu!!!
***
i co? i nic.
powiecie: spróbuj!
odpowiem: spróbowałam!
zapytacie: co z tego wyszło?
odkrzyknę: nic!!! podcięto mi skrzydła zanim poderwałam się do lotu!!!
współczujecie mi.
nie chcę współczucia! chcę dostać drugą szansę!
wyletniłam się
[23.06.09/14:07]wczoraj. sandałeczki, gołe nóżki, itp. i zmarzłam okrutnie!
dziś zapobiegawczo trampeczki, dłuższy rękawek i ... podobno na zewnątrz upał! podobno, bo tu, u mnie w biurze upału nie ma. ale dzwoniła koleżanka i mówi: ależ upał mamy! jaki upał pytał? jak to jaki - przyszło upalne lato!
a ja tu siedzę, cyferkami przerzucam i nie wiem, co na świecie się dzieje!!!
pod drzewem bym usiadła, lemoniadę wypiła, wiersz napisała ... ale się rozmarzyłam...
nic tylko wracać do roboty. jeszcze trzy godzinki, potem ponad godzinka powrotu do domu i... nie będę już miała czasu na wiersz. usiądę pod drzewem ale z martinim jakimś, żeby się zresetować jako-tako.
kocham Cię życie!
zielona herbata na zielonej trawie
[21.06.09/19:44]
i tak weekend dobiega końca. korzystam z tych chwil nic-nie-robienia i odpoczywam siedząc na zielonym fotelu, który stoi na świeżo skoszonej (PRZEZ MNIE!) trawie. obok na niezielonym stoliku w białym kubku w zielone listki czeka na mnie zielona herbata. powiedzielibyście: przynajmniej piwko! ale ja pozostanę przy herbacie.
obok jeszcze leży książka, zanim zajrzę do niej postanowiłam zajrzeć na broszkę.
co u mnie zapytacie? ano - odpowiem, nie wiedząc sama co to znaczy. czy bez zmian, czy coś się zmienia. czy ja się zmieniam, czy zmienia się świat wokoło mnie? o tak, świat się zmienia. każdego dnia. a ja? może zmieniłam się troszkę jakiś czas temu, niedawno. i na razie przyglądam się uważnie, czy taka jak teraz jestem to właśnie ja, czy to może emocje tak grają we mnie, że coś tam przesłaniają. więc u mnie też zmiany. dość wolne. wolniejsze niż w świecie.
a od jutra kieracik czyli biurowa udręka stresująca. o, tu nic się nie zmienia!
a niedługo nadejdzie noc - jak co dzień, ale najkrótsza - jak co roku.
niezmiennie pozdrawiam tych zmiennych i tych stałych :-)
obok jeszcze leży książka, zanim zajrzę do niej postanowiłam zajrzeć na broszkę.
co u mnie zapytacie? ano - odpowiem, nie wiedząc sama co to znaczy. czy bez zmian, czy coś się zmienia. czy ja się zmieniam, czy zmienia się świat wokoło mnie? o tak, świat się zmienia. każdego dnia. a ja? może zmieniłam się troszkę jakiś czas temu, niedawno. i na razie przyglądam się uważnie, czy taka jak teraz jestem to właśnie ja, czy to może emocje tak grają we mnie, że coś tam przesłaniają. więc u mnie też zmiany. dość wolne. wolniejsze niż w świecie.
a od jutra kieracik czyli biurowa udręka stresująca. o, tu nic się nie zmienia!
a niedługo nadejdzie noc - jak co dzień, ale najkrótsza - jak co roku.
niezmiennie pozdrawiam tych zmiennych i tych stałych :-)
uśmiech za milion dolarów
[20.06.09/09:30]
miałam o tym nie pisać, nie dzielić się z Wami, ale... czy rozwód nie jest czymś bardziej intymniejszych niż....
od kilku lat chodziło to za mną. pytałam, radziłam się, i słyszałam: jeżeli podobasz się mężowi to po co? mąż mężem, ale ja chciałam podobać się sobie.
kiedy byłam małą dziewczynką - naprawdę nią byłam i nadal jestem, ale już nie cieleśnie! - stanowczo odmówiłam. mama mnie przekonywała, ale jak można przekonać upartego koziorożca? tym, którzy nie wiedzą podpowiem: nie można!
i tak mijały lata, a ja byłam dumna, że jestem dokładnie taka jaką stworzyła mnie matka natura. ale jakoś od kilku lat zaczęłam myśleć: a może tak poprawić mój uśmiech? i wtedy to zaczęłam podpytywać otoczenie, łącznie z moją panią stomatolog ale wszyscy mi odradzali! włącznie z moją mamą!
ale teraz, kiedy wychodzę z cienia, jak mała dziewczynka tupię nóżką i mówię: tak, chcę.
więc idę, pytam, poddaję się wszystkim procedurom i zabiegom, które zanim pomogą muszę okupić bólem, przerażeniem, strachem, niewygodą.
i to wszystko za własne, ciężko zarobione pieniądze! zamiast wakacji kilkanaście centymetrów pozwijanego drutu!
od przyszłego piątku ja i drucik spędzimy ze sobą kilkanaście miesięcy. szkoda, że tak późno się na to zdecydowałam, ale z drugiem strony: lepiej późno niż wcale :-)
od kilku lat chodziło to za mną. pytałam, radziłam się, i słyszałam: jeżeli podobasz się mężowi to po co? mąż mężem, ale ja chciałam podobać się sobie.
kiedy byłam małą dziewczynką - naprawdę nią byłam i nadal jestem, ale już nie cieleśnie! - stanowczo odmówiłam. mama mnie przekonywała, ale jak można przekonać upartego koziorożca? tym, którzy nie wiedzą podpowiem: nie można!
i tak mijały lata, a ja byłam dumna, że jestem dokładnie taka jaką stworzyła mnie matka natura. ale jakoś od kilku lat zaczęłam myśleć: a może tak poprawić mój uśmiech? i wtedy to zaczęłam podpytywać otoczenie, łącznie z moją panią stomatolog ale wszyscy mi odradzali! włącznie z moją mamą!
ale teraz, kiedy wychodzę z cienia, jak mała dziewczynka tupię nóżką i mówię: tak, chcę.
więc idę, pytam, poddaję się wszystkim procedurom i zabiegom, które zanim pomogą muszę okupić bólem, przerażeniem, strachem, niewygodą.
i to wszystko za własne, ciężko zarobione pieniądze! zamiast wakacji kilkanaście centymetrów pozwijanego drutu!
od przyszłego piątku ja i drucik spędzimy ze sobą kilkanaście miesięcy. szkoda, że tak późno się na to zdecydowałam, ale z drugiem strony: lepiej późno niż wcale :-)
po powrocie
[16.06.09/09:13]
wszystko wydaje się lepsze tzn: spokojniejsze. zauwazyłam np, że wolniej chodzę po biurowym korytarzu. rano wystarczy mi jedna kawa a nie dwie. a zapowiedź nawału pracy wcale mnie nie przeraża! powiem nawet więcej: biorę jeszcze dwa dni urlopu, żeby tak zatrzymać ten stan spokoju.
a tak naprawdę, to kontunuuję moje wyjście z cienia, o którym pisałam jakiś czas temu. więcej mi się chce, zaczynam opracowywać plan działania a raczej realizacji definitywnego rozwiązania supła, którym to okazał się mój związek.
niestety, jeszcze dość wolno to wszystko jeszcze się dzieje. dość wolno, jak na mnie. zbyt mało energii. wolę nie myśleć, że zbyt mało wiary, bo o co jak o co, ale o to, że podejmuję słuszne decyzje przekonuję się codziennie.
pewnie tak już jest. przecież po czasie siewu czeka się na zbiory. i nawet jeżeli będzie klęska urodzaju albo nieurodzaj i nasze plony są do wyrzucenia, to kolejnej wiosny znów siejemy. ale zimę trzeba przeczekać. tak są reguły pór roku. każda po kolei, jedna za drugą.
mam nadzieję, że "moja zima", która zbiega się z letnią porą, minie szybko.
a dzisiejszy deszcz za oknem przypomina tylko, że jutro wzejdzie słońce!
a tak naprawdę, to kontunuuję moje wyjście z cienia, o którym pisałam jakiś czas temu. więcej mi się chce, zaczynam opracowywać plan działania a raczej realizacji definitywnego rozwiązania supła, którym to okazał się mój związek.
niestety, jeszcze dość wolno to wszystko jeszcze się dzieje. dość wolno, jak na mnie. zbyt mało energii. wolę nie myśleć, że zbyt mało wiary, bo o co jak o co, ale o to, że podejmuję słuszne decyzje przekonuję się codziennie.
pewnie tak już jest. przecież po czasie siewu czeka się na zbiory. i nawet jeżeli będzie klęska urodzaju albo nieurodzaj i nasze plony są do wyrzucenia, to kolejnej wiosny znów siejemy. ale zimę trzeba przeczekać. tak są reguły pór roku. każda po kolei, jedna za drugą.
mam nadzieję, że "moja zima", która zbiega się z letnią porą, minie szybko.
a dzisiejszy deszcz za oknem przypomina tylko, że jutro wzejdzie słońce!